Introligatornia

ul. Długa 39
85-034 Bydgoszcz
+48523399225

Introligatornia przy Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej im. dr. Witolda Bełzy w Bydgoszczy

Zwiedzanie:

Pierwszy czwartek miesiąca w godz. 12.00-17.00
Pozostałe czwartki w godz. 12.00-15.00
Czas zwiedzania:  30 minut



Gdy przechodnie zatrzymują się przy ulicy Długiej 39 w Bydgoszczy, zaciekawieni niezwykłą witryną, na której prezentowana jest m.in. zabytkowa prasa introligatorska czy gilotyna do obcinania książek, mało kto wie, że w głębi pomieszczenia nadal pracują biblioteczni introligatorzy. Działająca od 1923 roku przy ówczesnej Miejskiej Bibliotece introligatornia, początkowo była skromnie wyposażona, ale  dzięki staraniom dawnego dyrektora Biblioteki, Witolda Bełzy, zakupiono niezbędne maszyny. Dzisiaj możemy je nadal podziwiać: ogromną prasę żelazną, nożyce introligatorskie, maszynę do złocenia - tak zwaną złociarkę. Warsztat dysponował też szywnicą do zszywania książek, drewnianymi prasami belkowymi, introligatorskim wierszownikiem, strugiem do obcinania i kompletem innych drobnych narzędzi. W Bydgoszczy nadal przywraca się blask starym zniszczonym woluminom i oprawia pojedyncze unikatowe egzemplarze.

 

Czytać, czytać, aż rzęsy ze zmęczenia cichutko zadzwonią

Każdy wolumin, który zyskał oprawę w Introligatorni Biblioteki Miejskiej skrywa sekret w postaci stemplowanych sygnatur. Dzięki temu wiadomo, kiedy książkę oprawiono, a od 1931 roku także, kto tego dokonał, bowiem każdy introligator pozostawiał ślad w postaci maleńkiej pieczątki ze swoim inicjałem.

W okresie dwudziestolecia międzywojennego w Bydgoszczy pracowało 11 drukarń, łącznie zatrudniających około 500 osób. Bydgoszcz stała się największym ośrodkiem drukarstwa w północnej części prowincji poznańskiej. Warsztaty introligatorskie istniały w dwóch największych zakładach branży drukarskiej: Drukarni Grünauera oraz Wydawnictwie A. Dittmanna. W 1907 r. powstał cech skupiający introligatorów z Bydgoszczy i okolic. 1 listopada 1923 roku oficjalnie rozpoczęła działalność introligatornia w Bibliotece Miejskiej. Jej powstanie było koniecznością, ponieważ po odzyskaniu niepodległości w 1920 roku, bydgoska Biblioteka Miejska posiadała bogaty, lecz niestety prawie wyłącznie niemieckojęzyczny księgozbiór. Polski, trzeba było budować od podstaw. Pozyskiwane dzieła wymagały jednak  oprawy,  bo dawniej książka opuszczała drukarnię w innej, surowej formie. W bibliotekach publicznych nieoprawione wydawnictwa stanowiły problem, gdyż szybko ulegały one zniszczeniu, karty wypadały, a strony tytułowa i tylna przedzierały się. Bibliotekarze musieli więc dbać, aby wypożyczać książki solidnie oprawione przez introligatora. Oprawianie książek u miejscowych rzemieślników było jednak kosztowne i trwało zbyt długo.

Dyrektor bydgoskiej książnicy, Witold Bełza, postanowił rozwiązać ten problem i zorganizować własną, biblioteczną pracownię introligatorską.  Najpierw została ona usytuowana w budynku przy ul. Długiej 41, w dwóch pokojach, na pierwszym piętrze, od strony ul. Zaułek. Początkowo była skromnie wyposażona w stół roboczy, szafę do przechowywania materiałów i podstawowe narzędzia. Książki, po zszyciu, trzeba było zawozić na ul. Poznańską 28, do pracowni mistrza introligatorskiego Karola Klawittera. Te uciążliwości zniknęły, gdy introligatornię wyposażono w zestaw niezbędnych, nowoczesnych maszyn. W Lipsku nabyto, w firmie Karla Krause, gilotynę do obcinania książek oraz ogromną prasę żelazną, a w fabryce Christiana Mansfelda - nożyce introligatorskie. W 1926 roku kupiono maszynę do złocenia, tak zwaną złociarkę, wyprodukowaną przez zakład Zygmunta Terakowskiego z Krakowa, który specjalizował się w produkcji osprzętu dla introligatorni. W następnym roku introligatornia w bibliotece wzbogaciła się o specjalne czcionki do wykonywania tłoczonych napisów dostarczone z Magdeburga przez firmę Dornemann & Co. Ponadto warsztat dysponował szywnicą do zszywania książek, drewnianymi prasami belkowymi, introligatorskim wierszownikiem, strugiem do obcinania i kompletem innych drobnych narzędzi. Dość, aby przejść od opraw prymitywnych do profesjonalnych. W historii bibliotecznej introligatorni trwale zapisała się prawdziwa dama, Natalia Malinowska, która była pierwszym – po odzyskaniu niepodległości -kierownikiem introligatorni i oprawiała książki, chociaż nie była z wykształcenia introligatorem. Przydatna jednak okazała się jej rękodzielnicza wiedza, zdobyta w szkole i na kursach dla panien z dobrych domów. Odeszła z pracy w 1927 roku, zastąpił ja Piotr Karowski. Ten wyjątkowo oddany Bibliotece człowiek był samoukiem i przepracował w introligatorni 44 lata, aż do śmierci. Nie opuścił warsztatu nawet w okresie okupacji. Wysokiej klasy umiejętności introligatorskie i konserwatorskie zdobył i rozwinął podczas pracy. W zakresie konserwacji, renowacji starych ksiąg, ogromną wiedzę zyskał dzięki własnej dociekliwości, doświadczeniu i talentowi. W pracowni introligatorskiej Karowski zajmował się nie tylko oprawą ksiąg, złoceniem napisów, ale też konserwacją starych ksiąg. Był pierwszym, który wykonywał prace przy najcenniejszej kolekcji starodruków zgromadzonych w bibliotece księgozbioru stanowiącego spuściznę po bydgoskim klasztorze OO. Bernardynów. Podejmując się tych prac musiał posiąść „najwyższy stopień zawodowego wtajemniczenia”. Poza tym, jak pisze monografistka introligatorni, posiadał wszystkie cechy niezbędne dla konserwatora książek: „cierpliwość, pracowitość, manualną zręczność i delikatność”. Po zakończeniu wojny Piotr Karowski był jedynym pracownikiem z dawnego składu pracowni i to on został jej kierownikiem. Dowodem jego ogromnych umiejętności konserwatorskich jest fakt, że Warszawskie Towarzystwo Naukowe powierzyło Karowskiemu konserwację nadpalonego rękopisu poematu „Grażyna” Adama Mickiewicza.

Sztuka introligatorska należy do zanikających zawodów. Przybiblioteczna introligatornia stała się naturalnym spadkobiercą miejscowego rzemiosła, które w mieście miało liczną reprezentację złożoną z samodzielnych mistrzów oraz czeladników. W Bydgoszczy nadal przywraca się blask starym książkom i oprawia pojedyncze, unikatowe egzemplarze. Każdy wolumin, który zyskał oprawę w Introligatorni Biblioteki Miejskiej skrywa sekret w postaci stemplowanych sygnatur, dzięki którym wiadomo, kiedy książkę oprawiono, a od 1931 roku także, kto tego dokonał, bowiem każdy introligator pozostawiał ślad w postaci maleńkiej pieczątki ze swoim inicjałem.